Z m y s ł o w o ś ć


Niniejsza notka powstała o wiele później niż powinna, życie niesie ze sobą jednak wiele zawirowań, zawirowań niekoniecznie sprzyjających udzielaniu się na blogach.

Poprzednio obiecałem, że opiszę moje relacje z kobietą, której prawdziwego imienia nie zdradzę, a którą będę tutaj nazywał Magdą. Są związki które wiele zmieniają, które uczą nas czegoś i taki właśnie był ten związek, to były właśnie te chwile w których zrozumiałem najwięcej odnośnie kwestii będących tematem i przyczyną założenia tego bloga.

Historia ta wydarzyła się wiele lat temu, w moich wczesnych latach studenckich. Opowiadając ją pominę wiele szczegółów, co z jednej strony ochroni prywatność moją i Magdy, a z drugiej oszczędzi wspominania o tym, co nie jest istotne. Nie jest bowiem ważne to jak się poznaliśmy, większość otaczających nas okoliczności była całkowicie bez znaczenia.



Magda była atrakcyjną kobietą, podobała się mężczyznom, przy czym jednocześnie roztaczała wokół siebie szczególną aurę, którą można by nazwać "aurę ułożonej niedostępności". Chodzi o to, że Magda sprawiała wrażenie niedostępnej, ale nie była to niedostępność w stylu "jestem piękna, zimna i na wysokich szpilkach", była to natomiast postawa grzecznej córki i przykładnej studentki, dziewczyny, która komunikowała światu to, że liczy się dla niej najbardziej rozwój intelektualny i że nigdy nie zrobiłaby czegokolwiek, co choć odrobinkę wykraczałoby poza ramy tradycyjnej obyczajowości.

Siłą rzeczy atrakcyjność fizyczna przyciągała adoratorów, natomiast atmosfera ułożenia, intelektualizmu i niedostępności sprawiała, że adoratorzy ci przyjmowali z reguły za pewnik to że drogą do zdobycia Magdy jest bycie kulturalnym, elokwentnym i seksualnie stonowanym; że należy przez bardzo długo być erudytą, a dopiero po wielu, wielu spotkaniach można okazać chociażby odrobinkę seksualności. W pewnym sensie mieli oni trochę racji, ponieważ Magda faktycznie ceniła inteligencję, elokwencję i dobre wychowanie, przy czym jednak okazywanie tych cech samo w sobie nie było drogą do stworzenia z nią czegokolwiek bardziej intymnego niż przyjaźń. Magda rozmawiała z nimi, uśmiechała się i na swój sposób lubiła ich towarzystwo, lecz nie na tym poziomie, którego oni pragnęli... i gdy w końcu próbowali wykonać swój ruch i wykroczyć poza ramy przyjaźni, to napotykali na swojej drodze mur, opór nie do pokonania.

Była pewna rzecz o której owi wspomniani wcześniej adoratorzy nie wiedzieli, a rzeczą tą były faktyczne seksualne preferencje Magdy. Pomimo tego, że Magda była osobą szczerze zainteresowaną rozwojem intelektualnym, to nie do końca, miało to wpływ, na to jacy mężczyźni się jej podobali. A podobali się jej wysocy panowie z budową ciała pływaka lub lekkoatlety, o smukłej sylwetce i jednocześnie wyraźnie zarysowanym umięśnieniu. Przy czym nawet dość zauważalny niedostatek inteligencji nie był realną przeszkodą na drodze do łóżka Magdy, a jej poprzedni mężczyzna był ustawicznym obiektem docinków jej koleżanek, docinków odnoszących się oczywiście do braku inteligencji.



Pamiętam że gdy poznałem Magdę, to zrobiła na mnie bardzo dobre, aczkolwiek nie olśniewające wrażenie. Była zgrabna, co zawsze stanowiło dla mnie ważny element atrakcyjności, miała także ładne oblicze o oryginalnej urodzie... w tym miejscu łapię się na tym, że trudno jest odpowiednio przekazać atrakcyjność fizyczną słowem pisanym, w moim odczuciu Magda była po prostu atrakcyjna, ale wiem też, że dla części mężczyzn byłaby szczytem ich marzeń. Magda posiadała aparycję, która była pociągająca i która jednocześnie stanowiła bardzo dobre odzwierciedlenie jej osobowości, ponieważ jej wygląd całkiem słusznie sugerował wysoką inteligencję, ułożenie, elokwencję i uprzejmość. Rozmowa z Magdą była podwójną przyjemnością - po pierwsze dlatego, że była to bardzo inteligentna dziewczyna, a po drugie, posiadała wyjątkowo przyjemny, seksowny głos z mięciutką "chrypką".

W tym miejscu muszę dodać, że było tam jeszcze małe, albo w sumie całkiem duże "coś jeszcze". Otóż Magda posiadała w sobie coś co powodowało, że patrząc na nią miałem wrażenie, że patrzę na bardzo, bardzo uległą, aksamitną kobietę. Było to widoczne zarówno w rysach jej twarzy, jak w głosie i zachowaniu. Spojrzenie jej oczu było przepełnione żywą inteligencją, ale jeszcze większą łagodnością, łagodnością graniczącą wręcz z pewnego rodzaju fatalizmem. Była tam też duża dawka marzycielstwa i głębokiej emocjonalności...

Jej usta i policzki układały się w sposób, który ukazywał uległość, słodycz i pełne empatii podejście do drugiego człowieka. Z kolei jej głos był lekko zachrypnięty, ale w wyjątkowo miękki, bardzo przyjemny dla ucha sposób, był też nacechowany delikatnymi załamaniami tonu, odrobinę tak jakby Magda co chwila prosiła kogoś z przejęciem o pomoc.



W moim odczuciu każda, lub może prawie każda kobieta jest uległa i pragnie w mniejszym czy większym stopniu czuć, że w jakiś sposób znajduje się pod opieką silniejszego od niej mężczyzny. W przypadku Magdy miałem wrażenie, że to pragnienie jest u niej nie tylko po prostu obecne, ale obecne w wyjątkowo silnej postaci. Patrząc na nią miałem wrażenie że w tej na pozór stonowanej, spokojnej dziewczynie aż kipi od seksualności i od chęci zostania zdominowaną w tak całkowity i kompletny sposób jak to tylko możliwe... Dla Magdy istotnym elementem, było także uwodzenie rozumiane jako gra, której mistrzem jest mężczyzna. Było to jednocześnie intrygujące i słodkie, połączenie zachowania elokwentnej intelektualistki z energią emocjonalną, którą łączyła w sobie silne niezaspokojenie oraz potrzebę opieki, było w niej przy tym coś z małego, nieporadnego kotka.



To były dla mnie bardzo przyjemne chwile spędzone w miłym towarzystwie, ale jednocześnie doszło do pewnego konfliktu wewnątrz mnie... rzecz w tym, że ogólne oddziaływanie Magdy wywierało na mnie dość silny wpływ i wywoływało całkiem silne odczucia, przy czym te odczucia absolutnie nie były zgodne z tym co uchodzi zazwyczaj za normalne. Rozmawiając z Magdą, odczuwałem bowiem wzrastającą we mnie potrzebę zdominowania, podporządkowania sobie tej kobiety i uczynienia tego natychmiast, w sposób kategoryczny, pełny i całkowity. To co teraz napisałem to werbalizacja instynktu, w tamtej chwili odczuwałem niesamowicie silne, nie zwerbalizowane fizyczne uczucie, uczucie które było przyjemne, które niosło ze sobą uczucie mocy, ale które jednocześnie wprawiało mnie trochę w zakłopotanie odnośnie tego co powinienem robić, ponieważ była jakaś część mnie która mówiła mi, że przecież nie mogę się zachować tak jak podpowiada mi instynkt, że byłoby to dziwne i całkowicie niestosowne.

Targany konfliktem pomiędzy tym co czułem, a tym co uważałem za normy zachowania postawiłem na powolne, ostrożne realizowanie podszeptów instynktu. Rozmawiałem z Magdą i syciłem się jej wyjątkowo mięciutką, wyjątkowo uległą kobiecością, jednocześnie czując jak rozbrzmiewa we mnie pomrukiwanie, czy też może raczej syczenie instynktu, które mówiło mi, że mam natychmiast wziąć to co należy do mnie. W tym miejscu musze dodać, że to co napisałem może brzmieć jak jakiegoś rodzaju nieczułe albo przedmiotowe traktowanie kobiety, ale wyglądało to zupełnie inaczej, to uczucie było całkowicie zwierzęce i przez to jednocześnie bardzo, bardzo szczere. Niełatwo jest to opisać, ale w tamtym stanie zawierała się chęć posiadania, ale była też równie silna, biologiczna wręcz potrzeba dawania troski i opieki.



W tego typu chwilach, zazwyczaj obie strony wyczuwają budującą się atmosferę i sądzę, że tak było i w tym przypadku, sądzę że Magda odczuwała budujące się pomiędzy nami niewypowiedziane porozumienie. Patrząc się na nią czułem w niej rozkoszną nutkę uległości, miękkości i bezradności, która wzbudzała u mnie chęć "przygarnięcia" i narzucenia swojej woli tej słodkiej istocie. Miałem przy tym wszechogarniające uczucie, że właśnie owo narzucenie woli będzie dla Magdy spełnieniem jej wcześniej niezaspokojonych pragnień i fantazji seksualnych. Czułem też, że Magda w takim czy innym stopniu wyczuwa to, że traktuję ją w ten sposób i że nawet jeżeli nie potrafi tego nazwać, to gdzieś w głębi siebie odczuwa instynktowny odzew ze strony swoich własnych pragnień. Rozmowa pomiędzy nami toczyła się w wyjątkowo płynny i harmonijny sposób. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że najlepsza rozmowa ma miejsce wówczas gdy osoba naszego rozmówcy interesuje nas bardziej niż którykolwiek z poruszanych tematów. W tym przypadku rozmowa doprowadziła do spaceru, a spacer przerodził się w odprowadzenie pod dom i wejście do środka.

Wewnątrz mieszkania zaczęliśmy się bez słowa całować, pamiętam przy tym do dzisiaj zbyt szybkie, odrobinkę niezdarne, ale za to bardzo entuzjastyczne ruchy jej języka. Spowolniłem nasz pocałunek, a Magda płynnie i posłusznie dostosowała się do mojego prowadzenia i całowaliśmy się długo w powolny, czuły sposób. Gdy w pewnym momencie nadeszła chwila przerwy, to Magda głęboko westchnęła i spojrzała się na mnie w sposób wyrażający zdumienie, podziw i jeszcze większy niż przedtem entuzjazm. Można było łatwo zauważyć, że ten pocałunek dał jej o wiele więcej przyjemności niż się spodziewała i że zaskoczyła ją siła jej własnych doznań. Ja z kolei byłem przyzwyczajony do tego reakcji ze strony kobiet, tak więc o zaskoczeniu nie mogło być mowy, ale cieszyła mnie spontaniczna radość Magdy, jej entuzjazm i wzrastający szybko podziw jakim mnie obdarzała. Czułem, że było coś głęboko dobrego i sensownego w daniu tej słodkiej dziewczynie rozkoszy na którą zasługiwała, w utuleniu i zaopiekowaniu się tą ujmującą kobietą.

Całowanie przekształciło się w pieszczenie, a pieszczenie wkrótce doprowadziło do tego, że rozebraliśmy się i mogłem rozkoszować się ciepłym, spragnionym mojego dotyku nagim ciałem Magdy. W tym miejscu trudno jest mi już oddzielić wspomnienia z owego popołudnia z całością wspomnień tyczących się bycia z Magdą... Miała w sobie dużo uległości, była bardzo czuła i delikatna, towarzyszyła temu swoista aura bezbronności i wręcz nieporadności, lecz paradoksalnie była w niej pewna wewnętrzna siła, pewna dostojność, którą trudno jest wyrazić słowami. Było w niej bowiem coś bezkresnego, coś co zawsze kojarzyło mi się z morzem, było w niej miejsce, które odczuwałem jako nieskończoną przestrzeń wypełnioną... czymś płynnym, miękkim i aksamitnym, czymś kojącym, zmiennym, ale jednocześnie tak intrygująco niezmiennym i niesamowicie czystym, nieskalanym, dziewiczym. Brzmi to być może mało zrozumiale, ale ja sam nigdy tego nie rozumiałem... czułem to, widziałem, doceniałem i wręcz podziwiałem, ale nigdy nie byłem w stanie zrozumieć. Jej dotyk był kochający i delikatny, jej ciało ciepłe i miękkie, to wszystko było niewątpliwie bardzo przyjemne, lecz za tym wszystkim czekało na mnie coś więcej, ukryte miejsce w którym obcowałem z Magdą w zupełnie inny sposób. Było to tak jakbym patrzył się na bezmiar morskich wód, jednocześnie będąc w ich środku. Tak jakby otaczała i masowała mnie ściana wody, dotykając mnie w sposób, który był kojący na poziomie, który wymyka się opisowi, przepływając przeze mnie i wokół mnie, obcując ze mną w ten jednocześnie realny i nierealny sposób. Myśląc o tym lubię zadawać sobie połowicznie żartobliwe pytanie odnośnie tego czy Magda była kobietą, którą postrzegałem jako morze, czy też może raczej morzem, które przybrało postać kobiety i zapomniało o swojej prawdziwej naturze?



Postrzeganie kobiety jako bezkresnego morza było dla mnie czymś nowym, lecz sam rodzaj percepcji był mi już znany, ten zmysł obudził się we mnie o wiele wcześniej, ale Magda dodała tutaj dużo nowego... Nie chodzi mi o to jak ją postrzegałem, aczkolwiek to samo w sobie było oczywiście wyjątkowe, ale o to że Magda była bardzo inteligentną dziewczyną o silnym, bystrym umyśle i z upodobaniem do dyskusji i rozważań. Naturalną konsekwencją tego było to, że wcześniej czy później zacząłem z nią na ten temat rozmawiać w sposób w jaki nigdy z nikim o tym nie rozmawiałem. To co miałem jej do powiedzenia spotkało się nie tylko z aprobatą, ale wręcz z zachwytem, Magda poprosiła mnie otwarcie o to abym mówił tak do niej jak najwięcej i jak najczęściej, dało się przy tym wielokrotnie zauważyć że moje słowa były dla niej silnym afrodyzjakiem, potęgując i tak już silną seksualną i emocjonalną więź pomiędzy nami.

Zaskoczyło mnie przy tym to że pomimo tego że w tradycyjnym, potocznym mniemaniu to kobiety charakteryzuje większa intuicja i umiejętność ujrzenia tego co jest w środku drugiej osoby, ale Magda zdawała się być wcześniej nieświadoma wewnętrznego świata emocjonalnego, który był w niej ukryty, zdawała się być mi głęboko wdzięczna, mówiąc, że nauczyłem ją o niej samej więcej niż ona dowiedziała się przez całe swoje dotychczasowe życie. Wiem przy tym, że to nie ja stworzyłem to co dane mi było w niej ujrzeć, to istniało już wcześniej, ale było okryte zasłoną nieświadomości, było to coś niewidzialnego nawet dla tej cudownej kobiety, której było częścią. W tym miejscu rodzi się u mnie szereg pytań bez odpowiedzi, na przykład pytań odnośnie tego czym dokładnie jest "morze", które w niej widziałem i na czym dokładnie polega moja "odmienność" w zakresie posiadania tego typu odczuć.



Na koniec wypadałoby jeszcze wspomnieć coś o czymś co może być szczęśliwym, albo nieszczęśliwym zakończeniem, w zależności od interpretacji. Związek z Magdą był związkiem, który dał nam obojgu bardzo dużo szczęścia na wielu różnych płaszczyznach, ale niestety nawet moje zdolności, nawet harmonia emocjonalna i seksualna nie dają związkowi pełnej odporności na rozbieżności celów i opinii związanych z innymi dziedzinami życia.

Michał
skomentuj (4)




Chciałbym zacząć od tego jaką tematyką będzie się zajmować ten blog. Jest to niekoniecznie proste zadanie, ponieważ chcę w relatywnie przystępny i zrozumiały sposób uchwycić coś co w dużej mierze opiera się słowom i rozumowi. Obszarem który mnie interesuje jest szeroko rozumiana zmysłowość i seksualność człowieka, ujęte szeroko, razem z naszym ego, emocjami i naszym prawdziwym "wewnętrznym ja".

W tym miejscu napiszę też czym ten blog ma nie być - ma nie być jeszcze jedną stroną z niezrozumiałą dla kogokolwiek poza autorem poezją, ma nie być stroną psychologiczną ani stroną tylko i wyłącznie o seksie. Chcę podjąć próbę ujęcia "tego czegoś", co istnieje w różnej formie w każdym mężczyźnie czy kobiecie, "to coś" co stanowi naszą prawdziwą naturę, a z czym tylko czasami wchodzimy w kontakt.

Można przy tym powiedzieć, że na swój sposób ma być to blog o seksie - w tym co chcę opisać chodzi bowiem przede wszystkim o uwolnienie w sobie zdolności do odczuwania intensywnej rozkoszy, zarówno seksualnej jak i emocjonalnej; chodzi tutaj jednak bardziej o naszą wewnętrzną seksualność, której sam seks jest tylko fizyczną ekspresją. Mam tutaj na myśli ten nieuchwytny, znajdujący się wewnątrz nas czynnik, który określa to kiedy odczuwamy naprawdę odżywiającą, głęboką satysfakcję, która sprawia, że naprawdę czujemy, że żyjemy.

Wydaje mi się, że w tym miejscu, po napisaniu tego co napisałem będzie rzeczą jasną porywam się tutaj na trudny, nieuchwytny temat. Blog ten należy więc rozumieć, jako pewnego rodzaju próbę, próbę ujęcia i ukazania w zrozumiały sposób tego, co jest w pewien sposób ukryte i niedostępne.

Chciałbym też tutaj zaznaczyć, że zakładam tego bloga ponieważ czuję, że mam coś cennego do przekazania, że mogę napisać tutaj coś co uczyni czyjeś życie lepszym i pełniejszym, ale nie stawiam się na pozycji osoby, która wie i rozumie wszystko.



Sądzę, że będzie najlepiej jeżeli opiszę teraz doświadczenia, które doprowadziły do stworzenia tego bloga, czyniąc to uczynię swój przekaz bardziej zrozumiałem i pokażę skąd to wszystko się wzięło.

Kilkanaście lat temu byłem całkowicie zwyczajnym i trochę nieśmiałym chłopakiem. W pewnym momencie doszło do mojego pierwszego pocałunku, całkowałem się wtedy po raz pierwszy ze starszą ode mnie kilka lat i o wiele bardziej doświadczoną dziewczyną. Ku mojemu zaskoczeniu, owa dziewczyna wygłosiła bardzo entuzjastyczną pochwałę tego jak całuję, stwierdzając przy tym, że robię to zdecydowanie najlepiej ze wszystkich mężczyzn z którymi się kiedykolwiek całowała. Wtedy przez moment pomyślałem, że być może chce mnie po prostu ośmielić, podbudować moją pewność siebie, ale jej entuzjazm wydawał się być szczery, wyglądało to tak jakby nagle znalazła się pod wpływem jakiegoś rodzaju środków odurzających.

W kolejnych latach miały miejsce różne związki, jedne krótsze, inne dłuższe, jednakże w każdym z nich pojawiał się wspólny element - przy pierwszym kontakcie fizycznym kobieta przeżywała zaskoczenie, po którym następowała entuzjastyczna reakcja, a następnie radosne doświadczanie bycia ze mną. Ja odbierałem to na dwóch płaszczyznach - słyszałem słowa pochwały i jednocześnie czułem poprzez jej ciało to jak wchodzi w ten szczególny stan, który można by nazwać stanem błogiego odprężenia i wzrastającej stopniowo rozkoszy.

Mi ten stan wydawał się całkiem normalny, bo było to tym co zawsze odczuwałem w kobiecie, którą zaczynałem dotykać, ale kobiety które tego doświadczały uważały inaczej, mówiły mi zawsze, że robię coś wyjątkowo, niezwykle. Od jednej kobiety usłyszałem, że całuję zdecydowanie najlepiej ze wszystkich mężczyzn z którymi się całowała, inna powiedziała mi "całujesz niezwykle". Podczas pewnej znajomości usłyszałem "dotykasz idealnie", a podczas innej "uwielbiam ruchy Twoich bioder" i "jesteś dla mnie za dobry".  Komplementów było oczywiście więcej i pamiętam tylko część z nich, pamiętam natomiast to że wszystkie kobiety z którymi doszło do jakiejś zażyłości fizycznej były zachwycone tym jak się przy mnie czuły, mówiły mi przy tym że zaskoczeniem była różnica pomiędzy mną, a innymi mężczyznami z którymi się wcześniej spotykały. Najpiękniejszą rzeczą jaką usłyszałem było "pieścisz mnie aż do granic świadomości" i myślę że tak właśnie było, mój dotyk docierał sięgał daleko, w miejsce będące na skraju odczuwania zmysłów.

Ja z kolei na swój sposób czułem to o czym mówiły, czułem to poprzez ich ciała, byłem świadomy zmian i przepływu energii, która przez nie przepływała. To było tak jakby oprócz zwyczajnego zmysłu dotyku nagle otwierał mi się inny, o wiele głębszy dotyk, którym odczuwałem wszystko bardzo głęboko, subtelnie, odczucia które były płynne jak woda. Było to odurzające odczucie bycia gdzie indziej, bycia nawet nie kimś innym, ale wręcz czymś innym niż sobą. Odczuwając wszystko "z tego odmiennego miejsca", zmieniał się także mój odbiór kobiety - nadal czułem dotyk jej ciała, jej smak czy zapach, ale zaczynałem czuć do tego coś więcej, niezrozumiałą a jednak rzeczywistą obecność, uczucie pieszczenia jej w o wiele głębszy, spełniający i wypełniający sensem sposób.

Znajdując się w tym "odmiennym" stanie postrzegałem kobietę w sposób w którym mieszał się dotyk i barwa, w sposób który mieszał ze sobą zmysły i tworzył odczucia, których nie da się w pełni opisać słowami stworzonymi do opisywania odczuć płynących z podstawowych zmysłów. Zmieniało się to w zależności od kobiety i w jednym przypadku odbierałem kobietę jako bezkresne morze, nieskończoną taflę wody kryjącą w sobie głębokie, skrywane emocje. Inną kobietę widziałem jako ciepłą, złocistą, ożywczą energię, która przenikała moje ciało i świadomość, której splendor przewyższał wszystko czego można doświadczyć w zwyczajnym świecie. Czasami mówiłem kobiecie o tym jak jakie odczucia wywołuje ona u mnie w tym stanie i w każdym przypadku reakcja była wybuchem radości i spełnienia, tak jakbym powiedział coś czego kobieta się nie spodziewała usłyszeć, ale co było jednocześnie tym, co pragnęła usłyszeć najbardziej.



Moje doświadczenia ze zmysłowością  wyglądały tak jak opisałem powyżej - słyszałem słowa kobiet z którymi się spotykałem mówiące o tym, że ich zdaniem byłem wyjątkowy, ale ja nigdy byłem "w zmysłach" innej osoby i dla mnie był to jedyny możliwy, znany mi porządek rzeczy. Tak jak każdy normalny mężczyzna, miałem przy tym kolegów z którymi dochodziło czasami do rozmów na temat kobiet i naszych kontaktów z nimi.  Słuchałem różnych opowieści czy też opinii i czułem się na swój sposób lepszy, a na swój sposób wyobcowany. Wyglądało bowiem na to, że moi znajomi prowadzili życie seksualne, które diametralnie różniło się od mojego i to pod każdym prawie względem. Oni mówili o seksie jako o jakiegoś rodzaju zdobyczy, na którą mężczyzna poluje, lub jako o prezencie, o który musi się doprosić od kobiety. Dla mnie było to niezrozumiałe, ponieważ wizja seksu jako jakiegoś rodzaju "zysku" mężczyzny w relacji z kobietą wydawała mi się dziwaczna i koślawa. Sprawiało to takie wrażenie, jakby nie byli oni w stanie dać kobiecie choćby części przyjemności jaka może być jej dana, jakby coś blokowało ich przed osiągnięciem z kobietą wspólnej ekstazy. Niektórzy z kolegów przechwalali się też swoimi "osiągnięciami" w tej dziedzinie, opowiadając o tym jak dobrze im było i jak świetnymi są kochankami - ja jednak nie tyle wiedziałem, co po prostu czułem w tym jakiś bijący prosto we mnie fałsz, fałsz przemieszany ze strachem i wstydem...

Z takich właśnie względów nie lubiłem rozmów na takie tematy, ponieważ nie chciałem znajdować się w sytuacji w której wyraźnie odczuwałem, że moi rozmówcy starali się przekonać mnie do uwierzenia w nieprawdę. Pamiętam też chwilę w której podzieliłem się z jednym ze swoich kolegów relacjami i odczuciami z mojego ówczesnego związku - gdy powiedziałem mu o mocno entuzjastycznym sposobie w jaki wyraziła się o moich zdolnościach seksualnych moja ówczesna dziewczyna, to kolega dosłownie powiedział jedno, a pomyślał (i odczuł) drugie. Powiedział bowiem, że to dobrze, ale jego twarz wykrzywił grymas... dosłownie bólu. Było to dla mnie pouczające, ale na swój sposób przykre doświadczenie - czy bowiem to, że potrafię dać kobiecie rozkosz w jakiś sposób krzywdzi czy ujmuje innemu mężczyźnie?



Myśląc o tym w jaki sposób ja odbieram sferę seksualności i zmysłowości zauważyłem wiele różnic w stosunku do tego jak traktują to moi znajomi, dostrzegłem błędne wyobrażenia, które są źródłem ich problemów.

Zacznijmy od tego, że wielu mężczyzn myśli o kobiecie jako o przedmiocie, a nie jako o istocie z którą osiąga się ekstazę. Jest to błędne, wyjątkowo jałowe, ale niestety bardzo rozpowszechnione przekonanie, które charakteryzuje większość mężczyzn i które siłą rzeczy nie prowadzi do niczego dobrego. Jeżeli podchodzimy do kobiety jak do przedmiotu, to jak możemy oczekiwać zbliżenia na poziomie innym od poziomu naszego wyobrażenia? W rzeczywistości natomiast, kobieta jest głęboko emocjonalną, piękną istotą, której prawdziwa natura wykracza znacznie poza nasze świadome postrzeganie. Jej ukryta, "ponad-zmysłowa" istota jest naturalnym uzupełnieniem naszego skrytego, ponad-zmysłowego "ja" i tylko nasze wzajemne spojenie może uczynić nas kompletnymi i dać nam rozkosz, której tak naprawdę najbardziej pragniemy.

Niezależnie od tego kim jest w codziennym życiu, każda kobieta w głębi serca jest kochanką, zmysłową istotą, która pragnie doznać bliskości, złączyć się w jedno z mężczyzną, który obudzi w niej uśpione w niej instynkty i sprawi, że odczuje w pełni głębię swojej kobiecości. Niestety życie nie jest idealne i zdarza się, że w wyniku różnych trudności kobieta oddala się od tej części swojej natury, ulega temu, co bywa nazywane realizmem i żyje swoim życiem, udając przy tym, że jest w pełni szczęśliwa, ale tak naprawdę marząc o mężczyźnie, który przyniesie jej namiętność inną niż dotychczas.

Moja natura jako mężczyzny jest bardzo podobna i uzupełnia się z wewnętrzną naturą kobiety. W głębi serca jestem bowiem przede wszystkim kochankiem, czuję się najbardziej żywy doświadczając połączenia z seksualnością kobiety, jest we mnie siła, która w naturalny i płynny sposób dąży do pieszczenia kobiety w sposób który przeniknie jej całe ciało, a także tę sferę jej świadomości, która z reguły pozostaje ukryta. Jest to dla mnie coś podobnego do oddechu, coś naturalnego i niewymuszonego, spontaniczna odpowiedź na słodycz drzemiącą w kobiecie. Podczas wzajemnego obcowania ta część mnie budzi się i po chwili czuję się tak jakby resztę świata przykryła delikatna mgła i jakbym przeniósł się częściowo do świata niejasnych zmysłów i odczuć.

Istotne jest tutaj, że to jest coś bardzo naturalnego, niewymuszonego... coś czemu po prostu należy pozwolić "płynąć", to nie jest żadnego rodzaju wysiłek. W rzeczy samej wielokrotnie miałem sytuacje w których kobieta była na wskroś zachwycona tym jak jej ze mną było, a ja czułem, że jedyne co zrobiłem to po prostu pozwoliłem sobie być sobą, pozwoliłem sobie na to aby obudził się drzemiący we mnie kochanek. Sądzę, że to jest czymś bardzo kluczowym - to nie jest do końca coś co "robię", to jest raczej coś czemu "pozwalam płynąć", w pewien sposób zanurzam się po prostu w rezonans pomiędzy mną, a kobietą. Uważam, że to jest jednym z kluczy do przeżywania tego typu odczuć, uważam, że powinno się wchodzić w relację seksualną z kobietą tylko gdy naprawdę jej pragniemy, tak w głębi serca, gdy naprawdę czujemy, że pragniemy się z nią połączyć.

Ważną cechą intensywnego, głębokiego połączenia z kobietą jest to, że w jego trakcie w pewien sposób zatracam się w chwili, oddalam się od tego kim jestem "na co dzień", od mojego "powierzchownego ja"... i  jest w tym coś głębokiego, pewna słodycz wynikająca z bycia kochankiem którym jestem w środku siebie, a nie osobą noszącą na co dzień "tożsamość" będącą w dużej mierze maską. W moim odczuciu jest to tutaj niezmiernie istotne... uważam, że prawdziwe, autentyczne obcowanie z kobietą opiera się na wyciszeniu myśli płynących z mojego ego, z wyzbycia się samego siebie i oddania się roli jaką mam do wypełnienia.



To wszystko o czym pisze łączy się mocno z naszą wewnętrzną seksualną tożsamością, z tym kim tak naprawdę jesteśmy, ze sferą odczuć i zmysłów, które na co dzień leżą uśpione. Jest to przestrzeń odczuć i emocji, których obudzenie prowadzi do ekstazy i do osiągnięcia słodkiej jedności pomiędzy mężczyzną i kobietą, jest to też miejsce którego pobudzenie pozwala na odczucie  w pełni swojej istoty, na zdanie sobie sprawy z tego kim się jest na poziomie naprawdę głębokich instynktów i emocji. Poruszenie tych odczuć może wyzwolić przemianę, potrafi pokazać kobiecie aspekty swojego "seksualnego ja" których do tej pory nie była świadoma; sprawić, że zacznie ona postrzegając swoją kobiecość z zupełnie odmienny sposób.

Ta przemiana, ta transformacja świadomości wydawała mi się zawsze czymś pięknym i fascynującym, ponieważ jest coś szczególnego w odnajdywaniu silniejszego kontaktu ze swoją własną zmysłowością, jest coś wspaniałego w poszerzaniu swojej sfery odczuć i odkrywaniu tego kim tak naprawdę jesteśmy...

Mając to na myśli w następnej notce opiszę swoją relację ze wspaniałą kobietę którą na potrzeby tego nazwę "Magdą", choć jej prawdziwe imię było oczywiście inne. W relacji owej doszło właśnie do zmiany, wystąpił silny wzajemny wpływ, który odmienił sposób w jaki dwójka ludzi postrzegała swoją seksualność. W pewnym momencie Magda poprosiła o mnie o nauczenie jej bardziej pełnego obcowania z jej wewnętrzną zmysłowością... dla mnie było to zaskoczenie, bo przedtem o tym nie rozmyślałem, ale ostatecznie podjąłem się wyzwanie, które nauczyło wiele nas oboje.


Michał
skomentuj (26)



Chmura tagów

Tagi



Kontakt

zmyslowosc@gmail.com

Archiwum

2009
grudzień
czerwiec

statystyka