Z m y s ł o w o ś ć | |
|
Chciałbym zacząć od tego jaką tematyką będzie się zajmować ten blog. Jest to niekoniecznie proste zadanie, ponieważ chcę w relatywnie przystępny i zrozumiały sposób uchwycić coś co w dużej mierze opiera się słowom i rozumowi. Obszarem który mnie interesuje jest szeroko rozumiana zmysłowość i seksualność człowieka, ujęte szeroko, razem z naszym ego, emocjami i naszym prawdziwym "wewnętrznym ja". W tym miejscu napiszę też czym ten blog ma nie być - ma nie być jeszcze jedną stroną z niezrozumiałą dla kogokolwiek poza autorem poezją, ma nie być stroną psychologiczną ani stroną tylko i wyłącznie o seksie. Chcę podjąć próbę ujęcia "tego czegoś", co istnieje w różnej formie w każdym mężczyźnie czy kobiecie, "to coś" co stanowi naszą prawdziwą naturę, a z czym tylko czasami wchodzimy w kontakt. Można przy tym powiedzieć, że na swój sposób ma być to blog o seksie - w tym co chcę opisać chodzi bowiem przede wszystkim o uwolnienie w sobie zdolności do odczuwania intensywnej rozkoszy, zarówno seksualnej jak i emocjonalnej; chodzi tutaj jednak bardziej o naszą wewnętrzną seksualność, której sam seks jest tylko fizyczną ekspresją. Mam tutaj na myśli ten nieuchwytny, znajdujący się wewnątrz nas czynnik, który określa to kiedy odczuwamy naprawdę odżywiającą, głęboką satysfakcję, która sprawia, że naprawdę czujemy, że żyjemy. Wydaje mi się, że w tym miejscu, po napisaniu tego co napisałem będzie rzeczą jasną porywam się tutaj na trudny, nieuchwytny temat. Blog ten należy więc rozumieć, jako pewnego rodzaju próbę, próbę ujęcia i ukazania w zrozumiały sposób tego, co jest w pewien sposób ukryte i niedostępne. Chciałbym też tutaj zaznaczyć, że zakładam tego bloga ponieważ czuję, że mam coś cennego do przekazania, że mogę napisać tutaj coś co uczyni czyjeś życie lepszym i pełniejszym, ale nie stawiam się na pozycji osoby, która wie i rozumie wszystko. Sądzę, że będzie najlepiej jeżeli opiszę teraz doświadczenia, które doprowadziły do stworzenia tego bloga, czyniąc to uczynię swój przekaz bardziej zrozumiałem i pokażę skąd to wszystko się wzięło. Kilkanaście lat temu byłem całkowicie zwyczajnym i trochę nieśmiałym chłopakiem. W pewnym momencie doszło do mojego pierwszego pocałunku, całkowałem się wtedy po raz pierwszy ze starszą ode mnie kilka lat i o wiele bardziej doświadczoną dziewczyną. Ku mojemu zaskoczeniu, owa dziewczyna wygłosiła bardzo entuzjastyczną pochwałę tego jak całuję, stwierdzając przy tym, że robię to zdecydowanie najlepiej ze wszystkich mężczyzn z którymi się kiedykolwiek całowała. Wtedy przez moment pomyślałem, że być może chce mnie po prostu ośmielić, podbudować moją pewność siebie, ale jej entuzjazm wydawał się być szczery, wyglądało to tak jakby nagle znalazła się pod wpływem jakiegoś rodzaju środków odurzających. W kolejnych latach miały miejsce różne związki, jedne krótsze, inne dłuższe, jednakże w każdym z nich pojawiał się wspólny element - przy pierwszym kontakcie fizycznym kobieta przeżywała zaskoczenie, po którym następowała entuzjastyczna reakcja, a następnie radosne doświadczanie bycia ze mną. Ja odbierałem to na dwóch płaszczyznach - słyszałem słowa pochwały i jednocześnie czułem poprzez jej ciało to jak wchodzi w ten szczególny stan, który można by nazwać stanem błogiego odprężenia i wzrastającej stopniowo rozkoszy. Mi ten stan wydawał się całkiem normalny, bo było to tym co zawsze odczuwałem w kobiecie, którą zaczynałem dotykać, ale kobiety które tego doświadczały uważały inaczej, mówiły mi zawsze, że robię coś wyjątkowo, niezwykle. Od jednej kobiety usłyszałem, że całuję zdecydowanie najlepiej ze wszystkich mężczyzn z którymi się całowała, inna powiedziała mi "całujesz niezwykle". Podczas pewnej znajomości usłyszałem "dotykasz idealnie", a podczas innej "uwielbiam ruchy Twoich bioder" i "jesteś dla mnie za dobry". Komplementów było oczywiście więcej i pamiętam tylko część z nich, pamiętam natomiast to że wszystkie kobiety z którymi doszło do jakiejś zażyłości fizycznej były zachwycone tym jak się przy mnie czuły, mówiły mi przy tym że zaskoczeniem była różnica pomiędzy mną, a innymi mężczyznami z którymi się wcześniej spotykały. Najpiękniejszą rzeczą jaką usłyszałem było "pieścisz mnie aż do granic świadomości" i myślę że tak właśnie było, mój dotyk docierał sięgał daleko, w miejsce będące na skraju odczuwania zmysłów. Ja z kolei na swój sposób czułem to o czym mówiły, czułem to poprzez ich ciała, byłem świadomy zmian i przepływu energii, która przez nie przepływała. To było tak jakby oprócz zwyczajnego zmysłu dotyku nagle otwierał mi się inny, o wiele głębszy dotyk, którym odczuwałem wszystko bardzo głęboko, subtelnie, odczucia które były płynne jak woda. Było to odurzające odczucie bycia gdzie indziej, bycia nawet nie kimś innym, ale wręcz czymś innym niż sobą. Odczuwając wszystko "z tego odmiennego miejsca", zmieniał się także mój odbiór kobiety - nadal czułem dotyk jej ciała, jej smak czy zapach, ale zaczynałem czuć do tego coś więcej, niezrozumiałą a jednak rzeczywistą obecność, uczucie pieszczenia jej w o wiele głębszy, spełniający i wypełniający sensem sposób. Znajdując się w tym "odmiennym" stanie postrzegałem kobietę w sposób w którym mieszał się dotyk i barwa, w sposób który mieszał ze sobą zmysły i tworzył odczucia, których nie da się w pełni opisać słowami stworzonymi do opisywania odczuć płynących z podstawowych zmysłów. Zmieniało się to w zależności od kobiety i w jednym przypadku odbierałem kobietę jako bezkresne morze, nieskończoną taflę wody kryjącą w sobie głębokie, skrywane emocje. Inną kobietę widziałem jako ciepłą, złocistą, ożywczą energię, która przenikała moje ciało i świadomość, której splendor przewyższał wszystko czego można doświadczyć w zwyczajnym świecie. Czasami mówiłem kobiecie o tym jak jakie odczucia wywołuje ona u mnie w tym stanie i w każdym przypadku reakcja była wybuchem radości i spełnienia, tak jakbym powiedział coś czego kobieta się nie spodziewała usłyszeć, ale co było jednocześnie tym, co pragnęła usłyszeć najbardziej. Moje doświadczenia ze zmysłowością wyglądały tak jak opisałem powyżej - słyszałem słowa kobiet z którymi się spotykałem mówiące o tym, że ich zdaniem byłem wyjątkowy, ale ja nigdy byłem "w zmysłach" innej osoby i dla mnie był to jedyny możliwy, znany mi porządek rzeczy. Tak jak każdy normalny mężczyzna, miałem przy tym kolegów z którymi dochodziło czasami do rozmów na temat kobiet i naszych kontaktów z nimi. Słuchałem różnych opowieści czy też opinii i czułem się na swój sposób lepszy, a na swój sposób wyobcowany. Wyglądało bowiem na to, że moi znajomi prowadzili życie seksualne, które diametralnie różniło się od mojego i to pod każdym prawie względem. Oni mówili o seksie jako o jakiegoś rodzaju zdobyczy, na którą mężczyzna poluje, lub jako o prezencie, o który musi się doprosić od kobiety. Dla mnie było to niezrozumiałe, ponieważ wizja seksu jako jakiegoś rodzaju "zysku" mężczyzny w relacji z kobietą wydawała mi się dziwaczna i koślawa. Sprawiało to takie wrażenie, jakby nie byli oni w stanie dać kobiecie choćby części przyjemności jaka może być jej dana, jakby coś blokowało ich przed osiągnięciem z kobietą wspólnej ekstazy. Niektórzy z kolegów przechwalali się też swoimi "osiągnięciami" w tej dziedzinie, opowiadając o tym jak dobrze im było i jak świetnymi są kochankami - ja jednak nie tyle wiedziałem, co po prostu czułem w tym jakiś bijący prosto we mnie fałsz, fałsz przemieszany ze strachem i wstydem... Z takich właśnie względów nie lubiłem rozmów na takie tematy, ponieważ nie chciałem znajdować się w sytuacji w której wyraźnie odczuwałem, że moi rozmówcy starali się przekonać mnie do uwierzenia w nieprawdę. Pamiętam też chwilę w której podzieliłem się z jednym ze swoich kolegów relacjami i odczuciami z mojego ówczesnego związku - gdy powiedziałem mu o mocno entuzjastycznym sposobie w jaki wyraziła się o moich zdolnościach seksualnych moja ówczesna dziewczyna, to kolega dosłownie powiedział jedno, a pomyślał (i odczuł) drugie. Powiedział bowiem, że to dobrze, ale jego twarz wykrzywił grymas... dosłownie bólu. Było to dla mnie pouczające, ale na swój sposób przykre doświadczenie - czy bowiem to, że potrafię dać kobiecie rozkosz w jakiś sposób krzywdzi czy ujmuje innemu mężczyźnie? Myśląc o tym w jaki sposób ja odbieram sferę seksualności i zmysłowości zauważyłem wiele różnic w stosunku do tego jak traktują to moi znajomi, dostrzegłem błędne wyobrażenia, które są źródłem ich problemów. Zacznijmy od tego, że wielu mężczyzn myśli o kobiecie jako o przedmiocie, a nie jako o istocie z którą osiąga się ekstazę. Jest to błędne, wyjątkowo jałowe, ale niestety bardzo rozpowszechnione przekonanie, które charakteryzuje większość mężczyzn i które siłą rzeczy nie prowadzi do niczego dobrego. Jeżeli podchodzimy do kobiety jak do przedmiotu, to jak możemy oczekiwać zbliżenia na poziomie innym od poziomu naszego wyobrażenia? W rzeczywistości natomiast, kobieta jest głęboko emocjonalną, piękną istotą, której prawdziwa natura wykracza znacznie poza nasze świadome postrzeganie. Jej ukryta, "ponad-zmysłowa" istota jest naturalnym uzupełnieniem naszego skrytego, ponad-zmysłowego "ja" i tylko nasze wzajemne spojenie może uczynić nas kompletnymi i dać nam rozkosz, której tak naprawdę najbardziej pragniemy. Niezależnie od tego kim jest w codziennym życiu, każda kobieta w głębi serca jest kochanką, zmysłową istotą, która pragnie doznać bliskości, złączyć się w jedno z mężczyzną, który obudzi w niej uśpione w niej instynkty i sprawi, że odczuje w pełni głębię swojej kobiecości. Niestety życie nie jest idealne i zdarza się, że w wyniku różnych trudności kobieta oddala się od tej części swojej natury, ulega temu, co bywa nazywane realizmem i żyje swoim życiem, udając przy tym, że jest w pełni szczęśliwa, ale tak naprawdę marząc o mężczyźnie, który przyniesie jej namiętność inną niż dotychczas. Moja natura jako mężczyzny jest bardzo podobna i uzupełnia się z wewnętrzną naturą kobiety. W głębi serca jestem bowiem przede wszystkim kochankiem, czuję się najbardziej żywy doświadczając połączenia z seksualnością kobiety, jest we mnie siła, która w naturalny i płynny sposób dąży do pieszczenia kobiety w sposób który przeniknie jej całe ciało, a także tę sferę jej świadomości, która z reguły pozostaje ukryta. Jest to dla mnie coś podobnego do oddechu, coś naturalnego i niewymuszonego, spontaniczna odpowiedź na słodycz drzemiącą w kobiecie. Podczas wzajemnego obcowania ta część mnie budzi się i po chwili czuję się tak jakby resztę świata przykryła delikatna mgła i jakbym przeniósł się częściowo do świata niejasnych zmysłów i odczuć. Istotne jest tutaj, że to jest coś bardzo naturalnego, niewymuszonego... coś czemu po prostu należy pozwolić "płynąć", to nie jest żadnego rodzaju wysiłek. W rzeczy samej wielokrotnie miałem sytuacje w których kobieta była na wskroś zachwycona tym jak jej ze mną było, a ja czułem, że jedyne co zrobiłem to po prostu pozwoliłem sobie być sobą, pozwoliłem sobie na to aby obudził się drzemiący we mnie kochanek. Sądzę, że to jest czymś bardzo kluczowym - to nie jest do końca coś co "robię", to jest raczej coś czemu "pozwalam płynąć", w pewien sposób zanurzam się po prostu w rezonans pomiędzy mną, a kobietą. Uważam, że to jest jednym z kluczy do przeżywania tego typu odczuć, uważam, że powinno się wchodzić w relację seksualną z kobietą tylko gdy naprawdę jej pragniemy, tak w głębi serca, gdy naprawdę czujemy, że pragniemy się z nią połączyć. Ważną cechą intensywnego, głębokiego połączenia z kobietą jest to, że w jego trakcie w pewien sposób zatracam się w chwili, oddalam się od tego kim jestem "na co dzień", od mojego "powierzchownego ja"... i jest w tym coś głębokiego, pewna słodycz wynikająca z bycia kochankiem którym jestem w środku siebie, a nie osobą noszącą na co dzień "tożsamość" będącą w dużej mierze maską. W moim odczuciu jest to tutaj niezmiernie istotne... uważam, że prawdziwe, autentyczne obcowanie z kobietą opiera się na wyciszeniu myśli płynących z mojego ego, z wyzbycia się samego siebie i oddania się roli jaką mam do wypełnienia. To wszystko o czym pisze łączy się mocno z naszą wewnętrzną seksualną tożsamością, z tym kim tak naprawdę jesteśmy, ze sferą odczuć i zmysłów, które na co dzień leżą uśpione. Jest to przestrzeń odczuć i emocji, których obudzenie prowadzi do ekstazy i do osiągnięcia słodkiej jedności pomiędzy mężczyzną i kobietą, jest to też miejsce którego pobudzenie pozwala na odczucie w pełni swojej istoty, na zdanie sobie sprawy z tego kim się jest na poziomie naprawdę głębokich instynktów i emocji. Poruszenie tych odczuć może wyzwolić przemianę, potrafi pokazać kobiecie aspekty swojego "seksualnego ja" których do tej pory nie była świadoma; sprawić, że zacznie ona postrzegając swoją kobiecość z zupełnie odmienny sposób. Ta przemiana, ta transformacja świadomości wydawała mi się zawsze czymś pięknym i fascynującym, ponieważ jest coś szczególnego w odnajdywaniu silniejszego kontaktu ze swoją własną zmysłowością, jest coś wspaniałego w poszerzaniu swojej sfery odczuć i odkrywaniu tego kim tak naprawdę jesteśmy... Mając to na myśli w następnej notce opiszę swoją relację ze wspaniałą kobietę którą na potrzeby tego nazwę "Magdą", choć jej prawdziwe imię było oczywiście inne. W relacji owej doszło właśnie do zmiany, wystąpił silny wzajemny wpływ, który odmienił sposób w jaki dwójka ludzi postrzegała swoją seksualność. W pewnym momencie Magda poprosiła o mnie o nauczenie jej bardziej pełnego obcowania z jej wewnętrzną zmysłowością... dla mnie było to zaskoczenie, bo przedtem o tym nie rozmyślałem, ale ostatecznie podjąłem się wyzwanie, które nauczyło wiele nas oboje. Michał
skomentuj (24)
Chmura tagów
Tagi
|
Kontakt Archiwum 2009 |